ZIEMIA


ZIEMIA


Przepraszam! Halo! Co pan tutaj…
Ziemię chce pan obejrzeć, tak? Przy jeziorze? No, to ja wiem którą. Musi pan zaraz za tym słupem skręcić w lewo. O, tam. Tak, tak. Tylko w lewo. Bo w prawo, to pan wjedzie Józkowi na posesję. A on nie lubi obcych. Zresztą, jego psy też nie. Wie pan. Czasem na łańcuchu, czasem nie. Zależy, jaki ma humor. Ma pan dzieci? No, to trzeba uważać. Ja już kiedyś Józkowi powiedziałam: Pogryzą kogoś i co? A on, żebym dziobem nie kłapała. Taki ten nasz Józek, no… Męża wysłałam. Wrócił po północy. To mu mówię: Władek! Ty miałeś mu uwagę zwrócić, a nie z nim wódkę łoić! No, taki to jest ten nasz Józek…
A gdzie tam, jaka baba by go chciała! On i żona. Widział pan kiedyś, żeby świnia nosiła siodło? No, ja też nie. On dzikus taki, dajcie spokój! W lesie pracuje. Znaczy, pracuje to dużo powiedziane. Mój Władek mówi, że on tam więcej stoi, niż te drzewa ścina. No, ale ciężko inaczej… Cud, że sobie rąk nie odrąbał! Jaki tam pijak! Co pan? Wypić czasem trzeba. Nikt mu w kieliszek nie zagląda.
A, co pan? Miastowy? No! Od razu poznałam. Spaliny przeszkadzają, co? Tutaj u nas to żadnych smogów. Żadnych takich wynalazków. Powietrze czyste. Rano czuć rosą i wrzosem. A! I kurki biegają.
No i co panu powiem? Ta ziemia to jest po starej Milewskiej. Biedaczka. Jak ona się męczyła… Szkoda gadać. Ten rak jej pół żołądka zeżarł. No bo wie pan, jak to jest, nie? Mówią, że jakie życie było, taka potem będzie śmierć. Nie, żebym coś do niej miała… Tylko jej nie rozumieliśmy.
Córę za mąż wydała. Jakieś tam problemy były. Niby córkę mąż bił, maltretował. No i z dzieckiem tu wróciła. I wie pan. Ludzie gadali. No, gadali, gadali. Różne rzeczy. Że jak się ślub bierze, to na całe życie, nie? Że się nie odchodzi. No, bo jak to tak, kto to widział? Przed Bogiem ślubowane i potem, co? Wie pan, ja tam nic do tej córki nie mam… No, ale tak się nie robi. Stara Milewska powinna ją w diabły wygonić!
A co pan opowiadasz? Bzdury jakie! Mój Władek mi powiedział: Irena. Babę trzeba czasem do pionu postawić. No i dobrze gada. Bo taka prawda. Wie pan, ja tam nic do niej nie mam… No, ale tak się nie robi. Przed Bogiem powiedziane, to choćby piekło na ziemi, to przy mężu trzeba siedzieć.
No, wyjechała. Nie chciała tu z dzieckiem siedzieć. Nie wiem, gdzie. Ludzie gadają, że do męża wróciła. Ale ja nie wierzę. Dostanie kasę z tego domu, to się urządzi. Władek mówi, że do domu by jej już nie wpuścił. Że jak odeszła, to niech nie wraca. Widziały gały, co brały, nie?
A pan miastowy. Miastowy, miastowy. Z kilometra wiedziałam. Chodzi, patrzy. I przez płot zagląda. No, widziałam, widziałam! Niech pan teraz nie gada! Zaglądał pan Filipiukowi do garów. Ale ma gęsty ten żywopłot, co? Mówię panu jaka heca. Firmę z miasta zamówił. Żeby mu te jodły z kulkę przycięli. W kulkę? A co to, kurde? Książę jakiś? Karetą będzie jeździć? Wie pan, ja tam nic do niego nie mam… Ale, po co to komu potrzebne?
No i jaka heca. Firma przyjechała, pochodzili, głowami pokręcili. W końcu z takiego podestu zaczęli te badyle przycinać. A jaki był huk, a jaki smród… Po co to komu potrzebne?
Mówię do Władka: zobaczysz, to się tak nie skończy. Coś mi śmierdzą te mieszczuchy! No i stało się, stało. Dwa tygodnie później Filipiuk miał włamanie. Ale to forteca, nawet rolet nie sforsowali. Alarm wył na całą wieś! Taka była heca…
Policja? To byli, byli. Przyjechał ten Godlewski z powiatowej. I się do nas ładuje. No! Dzwonek przy furtce, a ten wchodzi jak do siebie. To mu Władek grzecznie powiedział. Żeby wypierdalał za ogrodzenie, bo go psami poszczuje. I żeśmy tak przez ten płot gadali. A ja nic nie widziałam! Jakiś samochód stał, ale co mnie to obchodzi? Przecież nie będę im do garów zaglądać. Nie moja sprawa. To mówię Godlewskiemu, że samochód, jak samochód. Czarny taki. Kombi. Rejestracje? A co mnie to obchodzi? Nie moja działka, to nie moja sprawa, nie?
Poza tym to powiem panu, ale tak między nami. Że nic wielkiego by się nie stało, jakby mu trochę tę chałupę przerzedzili. Na biednego nie trafiło. Ale to tak między nami, nie? No i mówię panu… Taka heca była!
A ten Filipiuk, to też miastowy. Wie pan, ja tam nic do niego nie mam… Ale powiem panu, że on biznesy robi. Coś tam od Chińczyków sprowadza. Kontenery jakieś, nie wiem. Drugą hurtownie w mieście otworzył. Kręci mu się to, oj kręci. Zresztą pan zobaczy, jaką chatę pobudował! No i te jodły w kulkę przycięte… Ah, szkoda gadać!
No i mówię panu, jaka heca. Jak tu ziemię kupił, to imprezę zrobił. Całą wieś zaprosił! Mówi, że będziemy sąsiadami, to się trzeba lepiej poznać. No, to mówię do Władka, że pójdziemy. A co mi tam, nie? Pójdziemy, zobaczymy. Jak ten Filipiuk się urządził.
Co? A gdzie tam! Grilla zrobił. Wie pan ja tam nic do niego nie mam… Ale tak patrzę, po tych plastikowych talerzykach, po tych kubeczkach. No, wie pan. Mógł się trochę bardziej postarać, nie? A to tylko jakieś szaszłyczki, jakieś paróweczki. No i wódka była. Ale też nie żeby jakoś dużo. Władek tylko nosem kręcił. No, bo jak to tak? Sąsiadów zapraszasz. Na całą wieś trąbisz. A tu ani co wypić, ani co zjeść?
Wie pan, ja tam nic do niego nie mam… Ale tak patrzę na tę jego żonę, nie? Stoi blondyneczka. Uśmiech przyklejony, a szpileczki to takie cieniutkie miała. Jak zapałeczki! Ledwo się z tej ziemi wygrzebała. Biedaczka. No, bo wie pan, jak to mówią. Baba, to musi umieć zadbać o dom. Ugotować, pranie rozwiesić. Wieczorem męża zaspokoić. A, co się pan tak patrzysz? Nie jest tak? No! A ona jakaś taka mdła. Niebieska sukienka, cycki wywalone. Pomalowana jak ta nasza nowa remiza!
Wie pan, ja tam nic do niej nie mam… No, ale to tak nie wypada. Chłopom jęzory do ziemi wisiały. A Filipiuk nic na to, że mu się obce chłopy tak na babę gapią. Tylko wódkę im rozlewał. Kawały opowiadał. Włodek mówi, że jakby tak się na mnie gapili, to by ich siekierą porąbał! A patrzyli, oj patrzyli… Tylko jak Władek nie widział.
No! A wie pan, ona nic. Tylko te talerzyki rozdawała. A skąd! Wszystko zamówili. Catering, czy jakoś tak na to mówili. Wie pan, dla mnie to jakieś dziwne wynalazki. Ugotują, zapakują i przywiozą. Dobrze, że jeszcze nie zjedzą i nie wysrają! Baba powinna gotować. A nie jakieś tam cuda na kiju, proszę pana. I Władek mi powiedział. Że jakbym nie gotowała, to by mnie do obory wyjebał, ze świniami mieszkać. Taka prawda!
A co pan opowiadasz? Bzdury jakie! Mąż tylko żartuje, on zawsze tylko żartuje. To dobry człowiek. Wypić, wypije. Ale i popracuje. Drzewa nawiezie. Z lasu jagód przyniesie. No, bo ja konfitury robię. No i dżemy też robię. Tylko wie pan. Dżemy, to trzeba umieć. Żeby gorzkie nie były. Chce pan? Dam słoiczek, tak na spróbowanie. Bo będziemy sąsiadami, nie?
No! A, co z tą ziemią? Wie pan, ten dom… To do wyburzenia. Nic do starej Milewskiej nie miałam. Panie świeć nad jej duszą, ale ja bym tam mieszkać nie chciała. A jak w nocy przyjdzie? Złapie za gardło i powie, że to jej? Żeby się wynosić? To co pan zrobisz?
Ha! Księdza! To już będzie za późno. Nie wie pan, że po księdza, to najpierw trzeba? Żeby złe duchy odgonił. Dom pokropi, obrazek święty w przedpokoju zostawi. Trzy stówki i po sprawie. O i wtedy, to rozumiem. Starej Milewskiej, to pan na oczy nie zobaczysz.
No, na mnie też już pora. Włodek niedługo wróci z pola. 
Pan poczeka! Słoiczek przyniosę. Wie pan co? Rydze też dam. A, niech pan bierze! Miały być dla wnuków, ale coś nie przyjeżdżają. A ja wiem? Przecież tu powietrze czyste. Pachnie rosą i wrzosami. Kurki biegają. Ja córce mówiłam: bierz dzieciaki i przyjeżdżaj. Mogą siedzieć z dziadkami przez całe wakacje. Nie, to nie! Łaskę wielką robi! Ale wie pan. Córka teraz to wielka miastowa!
No! Ale ten dom i tak bym rozebrała. Wie pan. Nic do starej Milewskiej nie miałam. Panie świeć nad jej duszą, ale ja bym tam mieszkać nie chciała…

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

JEZIORO

ŻURAWIE