PĘTLA


PĘTLA


Halo? Przecież prosiłem, żebyś nie dzwoniła na stacjonarny. Co? Pewnie znowu nie mam tu zasięgu. Cholerna wiocha!
U mnie? Pomalutku. Wiesz, roboty dużo. Coraz więcej. Tak, tak. Wygrabiłem w końcu to podejście. Daj spokój, jakie te liście były śliskie. Można się było zabić…
Poza tym to sąsiedzi wścibscy, jak zawsze. No, gapią się, gapią. Niech widzą, że coś robię. Znowu ciasto przynieśli. I maślaki. Już rozwiesiłem je na ganku.
No, wścibscy. Bo wiesz, wypytują i marudzą. Mirkowi na Zagrodowej znowu dach przecieka. Żebym coś zrobił, bo ja dużo osób znam. Żebym pogadał, może taniej by było. Zdzisiek stolarz mieszka 5 domów od niego. Mirek do niego nie pójdzie, bo Zdzisiek 10 lat temu sprzedał mu piach na budowę dwa razy drożej. Mówią, że u mnie jest ten strych do zrobienia, to przy okazji, żeby Zdzisiek i do nich zaszedł. Żebym pogadał, bo ja z ludźmi dobrze żyję.
A wczoraj był listonosz. Auto z Niemiec potrzebuje. Mówi, że tym Oplem, to niedługo się zabije. Najlepiej Niemca jakiego, do 10 tysięcy. No i żebym pogadał, bo ja z ludźmi dobrze żyję. Maślaki chyba chciał capnąć. Patrzył i patrzył. To mu palcem pogroziłem.
Syn Karpiniuka miał wypadek. Aha, już ci mówiłem? A ja wiem? Ze cztery dni temu. Babka? Nie, nadal nieprzytomna pod respiratorem. Zdrowo ją huknął, daj spokój. No, jak to gdzie? Przy moście. No, ja wiem, że ostry jest ten zakręt. Dobrze, że miejscowi mu krew pobrali. Jeszcze coś da się zrobić. A, coś ty! Przecież on w grudniu 16 lat skończył… Karpiniuk z żoną przyszedł. Żebym z komendantem pogadał, bo ja dobrze żyję z ludźmi. Ale ja niegłupi! Karpiniuk przecież ma tartak. Solidny taki, z blachy. To niech pomost poprawi. Bo mi się przyjezdni skarżą, że coraz ciężej im dojść do łódek. Poprawi, poprawi. Wszystko zrobi…
A starą Filipiakową pamiętasz? Tak, na Słonecznej mieszka. Wnusia jej 4 dzień ryczy za tym psem. Kundel taki. No ten, co tak latał po wsi. Czarny taki, z przyklapniętym uchem. A co miałem powiedzieć? Że poszukam, popytam. W zeszłą środę go trzasnąłem za cmentarzem. Łaska Boska, że miałem ten szpadel w bagażniku.
Co? Nie, nie piję. Wiem, że serce i cholesterol. Tak, uważam. Przecież zawsze zwalniam na tym zakręcie. Nie martw się, kochana.
No, a co u ciebie? Jak tam nasze sprawy? Rozmawiałem z Lutosławskim. Nie będzie boleć. Ani ciebie, ani jej. Zapłacę, zapłacę. Ja z nim dobrze żyję. Nikt się nie dowie, kochana. Nie bój się.
O, kurwa! Muszę lecieć, bo znowu się spóźnię. Tak, zadzwonię. Nie wiem, może jutro? No i ukłony dla mamy. Nic jej nie mówiłaś? To dobrze, kochana. To dobrze. No, ja ciebie też. Pa!
Rzuciłem słuchawką i popędziłem w stronę drzwi. Zbiegłem po schodach, przebiegłem przez jezdnię i wpadłem do budynku.
Dziś znowu drżały mi ręce. Powoli podniosłem do ust mikrofon. Zapomniałem cholernej miętówki.
– Kochani! Na dzisiejszych naukach przedmałżeńskich porozmawiamy o naturalnym planowaniu rodziny… – Nieco głośniej niż zazwyczaj przełknąłem ślinę.
Poprawiłem koloratkę.
Uwierała na szyi jak pętla. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

JEZIORO

ZIEMIA

ŻURAWIE