Mariola nie była szczęśliwa. Nie czuła szczęścia, ani nawet radości tak naprawdę już od bardzo dawna, ale przed miesiącem całe jej życie legło w gruzach. Jej mąż odszedł.
Miała czterdzieści trzy lata, dwoje dzieci - dziewczynkę i chłopca - w wieku szkolnym i posadę sekretarki w pobliskim liceum.
Jej dzień nie przedstawiał sobą urozmaicenia. Rano szła do pracy, później do domu, gotowała obiad, sprzątała, zajmowała się rodziną. A teraz jeszcze to - człowiek, którego poślubiła siedemnaście lat temu odszedł od niej, bo "źle czuje się w tej rodzinie". Najgorsze było to, że jedyne co mogła zrobić, to żyć dalej. Nie mogła załamać się, zostawić dzieci samym sobie, musiała iść przed siebie.
Starała się ze wszystkich sił, aby na dzieciach nie odbiły się jej kłopoty małżeńskie.
Były to zresztą stworzenia niemal święte, bardzo rzadko sprawiające jakiekolwiek problemy. Nawet w tej ciężkiej dla nich wszystkich sytuacji robiły co w ich mocy, by pomóc sobie nawzajem i przede wszystkim matce.
Tak ż [...] |